środa, 31 grudnia 2014

24 miesiące, czyli retrospektywa

Witam już prawie Sylwestrowo!

24 miesiące, czyli dokładnie dwa lata mijają od założenia mojego bloga. Rocznica zbiega się z końcem roku, zanim jednak złożę Wam noworoczne życzenia, zapraszam na małe podsumowanie oraz przegląd tzw. highlight`ów tych minionych dwóch lat.

Pierwsze blogi czytałam już jakieś 10 lat temu, przypadkowo znalezione na onecie. Na macierzyńskim (ok. 8 lat temu!) zafascynowały mnie blogi modowe, czyli szafiarskie, a niedługo później wnętrzarskie. ;) Jednak nadal nie myślałam, aby podjąć wyzwanie, bo i niby o czym miałabym pisać? Ostatecznie podjąć decyzję pomógł mi Mąż delikatnie drążąc temat. Sprawa dojrzała właśnie dwa lata temu: pokończyliśmy kilka projektów diy, w sumie dlaczego by o nich nie napisać? Tak właśnie zaczęła się moja przygoda z bloggerem.

Niezmiernie dużo się w tym czasie nauczyłam! Z jednej strony zaczęłam podchodzić do tematów z perspektywy "czy to nadaje się do bloga", z drugiej zbliżyłam się z lustrzanką i robię zdjęcia z myślą o wykorzystaniu ich tutaj. Bez zdjęć nie ma wszak bloga na temat wystroju wnętrz.
Od początku założyłam dwie zasady. 1) piszę po polsku - to dla mnie niezły trening. 2) korzystam wyłącznie z własnych zdjęć. Jak narazie taki schemat się sprawdza. Dochodzę również do swoich granic: czasowych, technicznych jak i powiedzmy twórczych. Z wielkim zainteresowaniem przyglądam się, jak niewinny blog stał się istotną częścią mojego  wolnego czasu (a nierzadko i mojej rodziny). Na blogu nie koniec! Pinterest, instagram i facebook - nie wiem czy założyłabym profile na tych portalach, gdyby nie blog właśnie. To z mojej strony.

Jest jeszcze ta druga strona, czyli Wy. Ci przypadkowi czytelnicy i szczególnie Ci, którzy postanowili mi w tej przygodzie potowarzyszyć.  Wasza obecność, przychylne komentarze bardzo mnie mobilizują. Uświadomiłam to sobie w momencie zmiany pracy, kiedy obawiałam się, że z braku czasu zrezygnuję z pisania. Kilka osób jest tutaj ze mną (prawie) od początku, nie przesadzę twierdząć, że czuję się z Wami wirtualnie związana.
Blogi, które odwiedzam, sprawiają, że ciągle się dowiaduję nowych ciekawych rzeczy, wpadam na nowe pomysły i sama dążę do lepszej jakości mojej pracy. Jedyny problem to ogarnąć to hobby czasowo, to dobra szkoła zarządzania czasem! :)

Dla mnie to oczywiste, ale tym bardziej muszę o tym napisać. Wielki wkład ma w tym projekcie mój Mąż. Podsuwa pomysły, pomaga technicznie i fotograficznie, jest pierwszym krytykiem i motywatorem. Nie wspominając, że najzwyczajnie zajmuje się domem, kiedy wciągnę się w pisanie posta.

To tyle wywodów, przejdźmy do życzeń:

Moi Drodzy, przywitajcie szampańsko Nowy Rok, niech będzie on dokładnie taki, o jakim marzycie!

Dziękuję, że tutaj ze mną jesteście - do poczytania w 2015 :)

Na koniec fotowspomnienia. Nota bene właśnie uświadomiłam sobie ILE się nazbierało zdjęć. Tutaj tylko mały wycinek, zapraszam:


W tym roku to już wszystko, pozdrawiam serdecznie. :)

Moni

niedziela, 28 grudnia 2014

W trybie świątecznym

Witam!

Jak minęły Wam święta? Sapiecie z przejedzenia czy trzymacie dyscyplinę?


Ja po dość intensywnym - jak i dla wielu z Was - czasie przed świętami (praca, przeziębienie, przygotowania do Wigilii) zwolniłam nareszcie obroty. Do tego stopnia, że nie byłam pewna, jaki mamy dzisiaj dzień. Jednak muszę zachować rachubę czasu, bo jutro idę do pracy. ;) Było mi to zwolnienie tempa bardzo potrzebne. Odespałam, wykurowałam się, odpoczęłam.
Zanim jednak ten moment nastąpił było gorąco, ponieważ przygotowywałam Wigilię w domu i gościłam teściów oraz moją rodzinę! W dzień Wigilii, w amoku ostatnich przygotowań, ok. godziny 14-stej postanowiłam, że w przyszłym roku świąt nie będzie! Potem teściowa uświadomiła mi, że to normalne i sama ma tak od zawsze. Człowiekowi jednak raźniej wiedząc, że inni mają podobnie. ;)


Rodzina widząc pioruny i błyskawice nad moją głową, skutecznie schodziła mi z drogi, nie doszło na szczęście do większych rozrób. Ostatecznie wieczór był bardzo elegancki, było smacznie i uroczyście. Dało mi to wielką satysfakcję, jednak Luk, Mi i goście mieli w tym także swój wkład. Są i refleksje, takie bardziej osobiste...


Na aktywność blogową nie wystarczyło czasu, przed świętami wstawiłam jedynie krótkie życzenia na fb. Teraz nadrabiam w końcu zaległości i oglądam Wasze grudniowe wpisy. Dziękuję za Wasze życzenia, złożone tutaj oraz na Waszych blogach.
Odezwę się jeszcze w starym roku, a teraz znikam. Wybieram się z Córką na lodowisko - czy ktoś z Was posiada jeszcze łyżwy?! Ja owszem, ale na lodowisku byłam ostatni raz dwa lata temu. ;)

Tak więc do następnego, Moni

środa, 10 grudnia 2014

Grudniowe klimaty - światełka i dekoracje świąteczne

Witam serdecznie!

Święta już za dwa tygodnie, czas szybko leci. My jesteśmy teraz wprawdzie w gorączce przedurodzinowej, na weekend czekają mnie dwie imprezki: dla dzieci oraz rodziny. Mam nadzieję, że uda mi się to ogarnąć!

Jednak to głównie święta i przygotowania do nich dominują, urodziny to jedynie przerywnik. W tym roku korzystam z wypróbowanych dekoracji, które dozuję trochę ostrożniej niż kiedyś. ;) Pozbyłam się też tych już nie używanych, zużytych, opatrzonych czy niemodnych. Zrobiło się trochę miejsca na nowe ;) W tym roku postawiłam głównie na świeczki i światełka.






W sypialni trochę nietypowo. Podobno gałązki czereśni ścięte na św. Barbary, czyli 4. grudnia lub w okolicach, zakwitną właśnie na święta. Mam je w tym czasie pierwszy raz i jestem ciekawa, czy naprawdę zakwitną.

U Małej Mi jest wszystkiego po trochu. Nota bene, prace kosmetyczno-upiększające nadal w trakcie. Kompletnie wyszło mi powietrze.


Wysyłacie jeszcze kartki świąteczne? Ja owszem, ale tym razem nie robiłam ich sama. Jednak wybieranie i wymyślanie, która dla kogo, to sama przyjemność. :) 


Do mnie dotarła już pierwsza, z bardzo trafnymi życzeniami od Justyny. Fajna, co?


Wydaje mi się, że w ubiegłym roku byłam trochę bardziej aktywna, jeżeli chodzi o dekoracje i prezenty wykonane ręcznie. Podsunę zatem linki do starych ale jarych pomysłów.

Zabawna ściereczka
Smakowe cukry - dla łasuchów
Koszulka z krawatem
pomarańczowa konfitura z campari :)

Pozdrawiam i dobranoc!
Moni

poniedziałek, 1 grudnia 2014

Grudzień z kalendarzem...

Cześć!

Powodem moich ręcznych poczyniań jest - obok zwykłej radości z takich prac - nadzieja, że pozytywnie wpłynę na zmysł estetyczny Córki. Pamiętam,  jak dawniej moja Mama nie zadowalała się byle czym i w czasach PRL-u czarowała, aby było troszeczkę inaczej, ładniej. Czasami nas tym wkurzała, co mało ją ruszało. ;)

Teraz jest łatwiej, jednak czy aby napewno? Nie muszę kombinować, by coś zdobyć. Strzec trzeba się jedynie przed wszechogarniającym plastikiem i tandetą. Najbardziej podpada mi to w grudniu właśnie. Kalendarzy adwentowych dla dzieci w ofercie jest sporo. Ja skorzystałam z gotowca tylko raz, ale wyłuskałam wtedy wnętrze i przeniosłam do innej oprawy. :)

Tak więc tradycyjnie, jak co roku pod koniec listopada zabieram się do pracy. Mam już wtedy "wkład" i pomysł. Zazwyczaj robię miks ze słodyczy, jakiś drobnostek oraz atrakcji spisanych na karteczkach. Nigdy się dziecko jeszcze nie skarżyło, że coś nie tak. ;) Ostatnio bardzo podobają mi się takie kalendarze z paczuszkami, czy to gdzieś ułożone, czy zawieszone. Widziałam różne piękne na blogach! Ja użyłam torebki śniadaniowe, trochę sznurka, gotowe naklejki z cyframi i drewniane podełko. Całość gotowa w jeden wieczór. Wyszło tak:





W sklepach nagle zrobił się tłok, poumiawiały się ludziska czy jak?! ;) Ja też biegam, co dzień załatwiam jakiś mały sprawunek. Na więcej nie starcza czasu między pracą a odbieraniem ze szkoły. Ale doświadczenie mówi, że akurat do świąt ze wszystkim zdążę... :) Jeszcze i posta wyprodukuję, ostatnio się znów rozkręciłam i frekwencja się podniosła. To też typowe-grudniowe.

No to jesteśmy wyposażeni w stroiki i kalendarze, możemy spokojnie odliczać dni do Świąt!

Pozdrawiam serdecznie i...miłego odliczania!
Moni


niedziela, 30 listopada 2014

adwentowy countdown

Witajcie Kochani!

Czy u Was też tak zimno? W Berlinie zrobiło się naprawdę mroźno - idealna pora na grzańca, świeczki i siedzenie w domu!

Ostatnio najbardziej motywuje mnie tzw. "ostatni dzwonek". :) Wczoraj wieczorem już nie było wyjścia i ukręciłam nareszcie wianek adwentowy. Tak się rozpędziłam, że zrobiłam dwa: do salonu oraz kuchni.




Dzisiejszą pierwszą niedzielą adwentową rozpoczynamy radosne oczekiwanie. Dla mnie grudzień to wyjątkowo zakręcony czas, bo obchodzimy dodatkowo podwójne urodziny. Zazwyczaj organizacja i planowanie tak mnie absorbują, że trudno o wyciszenie. Dlatego mam takie adwentowe postanowienie, żeby nie dać się zwariować obowiązkom, trzymać w ryzach mój natrętny perfekcjonizm i skupić się na tym, co ważne. Ciekawe, czy mi się uda?! 

Pozdrawiam serdecznie,

Moni

PS. Chcecie zobaczyć "inny" sposób na adwentowe odliczanie? To zapraszam tutaj. :):):)  

środa, 26 listopada 2014

Lifting starej szafy

Witam serdecznie!

Zaskoczył i bardzo mnie ucieszył pozytywny oddźwięk na domki z ostatniego wpisu!  Wpadłam w związku z tym na pewien pomysł, ale narazie ciiii. Potrzebuję pomocy do jego realizacji, więc sprawa może się przeciągnąć w czasie.

Dziś z kolei będzie mało tekstu, dużo zdjęć. Chcę pokazać kolejny kąt w pokoju Małej Mi. W ramach tych szalonych robót, które na szczęście już za nami, pomalowaliśmy również szafę. Szafa ma już sporo lat na karku, ale jest pojemna i dobrze nam służy. Originalnie była z naturalnego drzewa i jedynym zabiegiem było jej woskowanie od czasu do czasu. Ten jej naturalny kolor znudził mi się jednak po tylu latach i najpierw chciałam ją wymienić. Ale pomysł Luka na przemalowanie mnie skusił. Podchodziliśmy do tego malowania z mottem: Jak kompletnie nie wypali, to wtedy możemy wymienić. :) Bez przygotowania teoretycznego, na czuja złapałam za wałek i białą akrylową matową farbę. Szafa jest duża, więc tego malowania trochę było. Założyłam, że będą potrzebne dwie warstwy farby. No ale niestety - skończyło się na trzech, ponieważ za bardzo przebijały sęki, które przez woskowanie były ciemniejsze. Tworzyło to efekt żółtych plam, co zdecydowanie nie było zamierzone.




Doszły jeszcze śmieszne haki na kurtki (IKEA).




Wymieniłam też gałki, które pasują idealnie do... Ale o tym będzie w innym poście. ;)




Tak było kiedyś, szafa w rogu wygląda zgrabnie. Teraz zastawiliśmy drzwi do sypialni, za to jest przejście z przedpokoju. Czeka nas jeszcze ukrycie tych wystających zza szafy drzwi, bo nie wygląda to ciekawie. Troje drzwi w jednym pomieszczeniu plus ściana okien to niezłe wyzwanie!


PS. Mam absolutny blackout co do świąt, prezentów, dekoracji... Macie jakąś radę?

Pozdrawiam ciepło!
Moni

sobota, 22 listopada 2014

Nowe domki, czyli recycling odpadków

Witam serdecznie!


Efektem ubocznym naszych stolarskich prac (no dobra, prac stolarskich Męża) są wszelkiego rodzaju drewniane resztki oraz narzędzia. Chociaż narzędzia to raczej fundament tychże prac. Zatrzymajmy się na odpadkach. Wpadłam na pomysł, że jak już wszystko rozstawione, pył wszędzie i robota wre, to poproszę jeszcze o domek lub dwa.

Domki jako dekoracja są bardzo popularne nie od dziś. Jednak sama dopiero przy budowie łóżka piętrowego wpadłam na pomysł, że przecież wykonanie takiego domku to nic trudnego - dla mojego Męża, bo dla mnie to owszem. Jesteśmy prawdziwy dream-team, ja mam pomysł, On wykonuje. ;) Domki wyszły bardzo ładne. Luk nie odpuścił i wyrzeźbił jeszcze drzwi oraz zfrezował boki. 


Teraz będzie odrobinę dramatycznie i ku przestrodze. ;) Były dyskusje na temat koloru i ogólny lament, że za blado i że nie wszystko na biało. Hm, to złapałam za jakiś wosk w kolorze ciemnym i pojechałam po domkach, potem zadzwonił telefon i ... Mazidło skutecznie wsiąknęło, domki zrobiły się ciemne, a mnie przestały się podobać. Lament podniosłam więc ja z nadzieją, że może dostanę nowe domki, ale Mąż kategorycznie odmówił. Zaczęliśmy trochę zdzierać ten wosk, skończyło się na tym, że domki zmatowiały. Na koniec potraktowałam je takim pielęgnacyjnym olejkiem do mebli, który ponownie nadał im fajny połysk.


W sumie mogłabym dziś pisać również o nieporozumieniach i słabej komunikacji. Generalnie strasznie się z tymi domkami nie dogadaliśmy i wyszło jak wyszło. Dlatego ku przestrodze: Wypróbuj farbę zanim sobie zmarnujesz dzieło! Taka oczywistość, a jednak zrobiłam błąd. Chociaż nie pierwszy raz maluję drewno. Ech, to pewnie wszystko przez moją niecierpliwość. ;)

Ostatecznie jest OK, tylko mam nauczkę na przyszłość, żeby się jednak tak nie spieszyć. Patrząc na zdjęcia, żałuję, że nie zostawiłam tych domków w naturalnym stanie. Czego kolor na szczęście nie zmienił, to słoje, pęknięcia i te doskonałe niedoskonałości jakie można odkryć chyba tylko w drewnie. Na tym się skupmy :)


 Ich miejsce jest między oknami w pokoju Małej Mi, ten kącik znacie już dobrze.



Zostało tydzień do pierwszej niedzieli adwentu. W Niemczech tradycyjnie to pora, aby zapalić światełka w oknach i rozpocząć dekorowanie domu. W tym tygodniu czeka mnie ukręcenie adwentowego wianka i bożonarodzeniowy countdown czyli kalendarz dla Małej Mi. Ogólnie w temacie świąt jestem narazie w rozsypce, ale nawet się już tym aż tak bardzo nie przejmuję. Z doświadczenia wiem, że ostatecznie i tak zdążę na czas. Zreszą dzięki Wam nie zginę, na pintereście, fb i Waszych blogach tyle inspiracji, że trzeba obrać tylko kierunek. :)

Życzę Wam udanego weekendu i do poczytania wkrótce!

Pozdrawiam serdecznie,
Moni

niedziela, 16 listopada 2014

Zmiany w pokoju Córki - jest postęp!

Witam serdecznie!

W Berlinie od kilku dni prawdziwa listopadowa szarówa. Sezon działkowy zakończony na dobre, nawet woda zakręcona, w ogródku zrobiło się brzydko i nieprzytulnie. W sumie idealny czas na działania w domu.
Pisałam, że przeprowadzamy duże zmiany w pokoju Małej Mi. Od ostatniego postu w tym temacie uzyskaliśmy duuuuży postęp, ale prace wykończeniowe nadal trwają. Pokażę to, co jest już jako tako gotowe. Temat będziemy kontynuować, zbieram materiał na kolejne wpisy.


Zacznę od zasłon, które po ok. 7 latach postanowilam wymienić. Długo wisiały, prawda? W przypadku zaslon nie jestem chętna do zmian. Niby żadna filozofia, ale przy wysokości mieszkania 3,43 m z dużymi oknami może być to jednak kłopot. Np. z szerokością lub z długością przy gotowych zasłonach. Dla nas ważne jest jeszcze, aby - poza czystą dekoracją - dobrze zaciemniały. Rolety z powodów technicznych nie wchodzą w grę, z firanek zrezygnowałam całkiem.

Szukałam rozwiązania prostego i przede wszystkim niedrogiego. Jak się bowiem okazało, nasze gryzonie nie gardzą niczym! Wspominam o tym dlatego, że nasze szczurki spowodowały w międzyczasie kilka (na szczęście nie dramatycznych) strat. To uświadomiło mi, żeby wydatki w pokoju Mi zminimalizować i liczyć się ze zniszczeniami. Chodzi głównie o poprzegryzane dziurki... Jedna pół biedy, ale kilka w kołdrze z pierza na przykład, to już trochę inna sprawa.

Wracając do zasłon: Odpadało szycie na miarę, zwyczajnie chciałam mieć je "na już". Cała nadzieja w IKEI. ;) Znalazłam rozwiązanie, które spełnia wszystkie warunki.




Z praktycznych powodów zdecydowałam się na szare karnisze (wcześniej była linka). Jak widać na zdjęciu kupiłam dwa różne komplety zasłon. Nie chciałam stworzyć szarego muru, dlatego podpatrzony w Ikei pomysł był jak dla mnie! Kwiecisty materiał nadaje zamierzonej lekkości. Z tyłu zaczepiona jest jeszcze specjalna zasłona, która gwarantuje dobre zaciemnienie - jak dla mnie genialne rozwiązanie! Karnisz został możliwie nisko zawieszony, dzięki czemu niewielki odstęp między tkaniną a poodłogą nie razi.

***

Kolejną nowością jest niewielka rozkładana kanapa. Pisałam, że zbudowaliśmy łóżko-antresolkę. Zmieści się tam materac na szer. 120 cm. Zależało mi jednak na dodatkowym miejscu do spania, awaryjnie, dla gości itp. Wybór padł na kanapę Solsta z Ikei, jest ona niewielkich rozmiarów i fajnie pasuje do pokoju dziecka. Podobała mi się granitowa tapicerka.



Na codzień planuję dla ochrony korzystać z narzuty, wtedy wygląda to tak:



Robi się całkiem przytulnie. Wróciła do łask "krowa", czyli skóra na podłogę. Po zmianach w salonie nie było dla niej miejsca, czego żałowałam. W nowym miejscu dobrze pasuje i nadaje pazura. Stworzyliśmy tutaj taki kącik wypoczynkowy ;) Zamiast TV jest...


Szafeczka pod klatką nie jest docelowa, ale nie mam jeszcze ostatecznego konceptu. To dalsze plany, nadal na wykończenie czekają dość istotne sprawy, czyli szafa. W sumie myślałam, że już dziś Wam pokażę jak wyszło. Jednak musimy jeszcze to dopiąć na ostatni guzik.

Na dziś to już wszystko, pozdrawiam Was ciepło. Fajnie, że tutaj zaglądacie i komentujecie!

Pa,
Moni