niedziela, 29 listopada 2015

Adwentowy wianek

Witam!

Dziś pierwsza niedziela Adwentu. To jeszcze listopad, ale adwentowo-świąteczne przygotowania u mnie są już w toku. Tradycyjnie z porządkami uwinęłam się  w listopadzie, mam też część prezentów oraz zarys tego, jakie będą dekoracje. Grudzień w mojej rodzinie to również czas urodzin, więc od lat staram się wszystko tak usprawnić, aby nie zwariować, nie przemęczyć się zbytnio i obowiązki tak podzielić, aby celebrowanie sprawiało nam wszystkim wielką radość. Mam w tym wszystkim coraz większą wprawę! :)

Dzisiaj zapalamy pierwszą świeczkę i zaczynamy wielkie odliczanie do świąt. Dekoracyjnie skłaniam się w tym roku raczej do motto mniej znaczy więcej. Już w ubiegłym roku przejrzałam i oddałam wiele dekoracji. Kolorystycznie od lat poruszam się między klasyczną czerwienią, złotem i białymi dodatkami, oczywiście z małymi wyjątkami. Trzymamając się jednak tej gamy powoli powiększam kolekcję, a całość nadal jest spójna.

Wianek adwentowy od lat robię sama. W tym roku jest taki właśnie minimalistycznie ustrojony, za to zajmuje prawie cały stół! :)


Życzę Wam fajnego Adwentu - nie dajcie się zwariować!

Moni

środa, 11 marca 2015

Abażur jak kapelusz - nowe diy w pokoju Córki

Witam serdecznie!

Ostatnio nieplanowanie byłam kilka dni w domu, co owocowało drobnymi projektami. Jak zapowiadałam, rozpoczęłam akcję "szycie". Najpierw trochę się namęczyłam z bawełnianą tkaniną, żeby uszyć prosty - wydawałoby się - loop. Ostatecznie potrzebowałam trzech dni, ale dziecku się podoba i właściwie go nie zdejmuje. Ja ostatecznie też jestem zadowolona, biorąc pod uwagę moją niecierpliwość i pierwszą próbę. Potem dla relaksu uszyłam poszewkę na poduszkę. Miała być do szkoły, bo sobie dzieciaki w klasie tworzą kącik do wypoczynku. Tak się Mi spodobała, że i poszewka została. Nic, zrobię jeszcze jedną ;) W sprawie tego szycia musicie uwierzyć mi na słowo, bo nie mam (jeszcze) zdjęć.

Jednak dziś przedstawię Wam całkiem inne dzieło. Chodzi o lampę w pokoju Mi. Pomyślałam właśnie, że poza halogenowym oświetleniem, które przejęliśmy "w spadku" i nowymi lampami w kuchni, lampy wiszące w naszym domu zrobiliśmy sami. O lampach w sypialni i salonie już pisałam, możecie o nich poczytać: (sypialnia, salon). Teraz przestawię najnowszy lampowy projekt, całkowicie wykonany przez Luka.


Jest to abażur w kształcie kapelusza. :) Przydały się chomikowane tkaniny; wzór i kolor pasują do pokoju dziecka. Kolejne kroki wykonania w zdjęciach:






Drut jest dość twardy, dlatego wymaga "twardej ręki", jednak dzięki temu konstrukcja jest stabilna. Nasz kapelusz-abażur jest dość duży, więc potrzebne były sporych rozmiarów materiały, szczególnie na rondo. Po odpowiednim docięciu, czas mozolnego zszywania. Tutaj w ruch częściowo tylko poszła maszyna do szycia. Łączenie części już na stelażu musiało odbyć się szyciem ręcznym. Wyszło tak:


 Lampa wygląda fikuśnie, ale jednocześnie dobrze oświetla pokój, bo światło przechodzi przez biały materiał. Wieczorne ujęcia:



To jeszcze nie koniec lampowych przygód, bo w planie mam już kolejną  - do sypialni. Po kilku latach przyszedł czas na zmiany tamże. Przeprowadziłam już wprawdzie kilka drobnych "nieinwazyjnych" zmian, ale czeka nas malowanie i dopiero wtedy pokój nabierze nowego wyglądu.

To tyle w tym temacie. Nie ukrywam, że jestem ciekawa Waszego zdania na temat kapelusza, tzn. lampy. ;)

Pozdrawiam Was ciepło i witam nowych Obserwujących - jest mi bardzo miło!

Do następnego,
Moni

środa, 4 marca 2015

Kuchnia w roli głównej

Witam!

Tak sobie myślę, że kuchnia nie grała tutaj jeszcze pierwszoplanowej roli. Najwyższy więc czas to zmienić. Generalny lifting kuchni odbył się jakieś pięć lat temu. Wymieniliśmy wtedy wszystko: szafki, podłogę, lodówkę, stół. Akurat tutaj nie mieliśmy trudności rozstać się z poprzednimi meblami, zbieranina i pozostałości jeszcze ze studenckich czasów, żadnych cacek godnych zachowania.

Dzięki taboretom oraz podstawie po maszynie do szycia powstał lekko barowy klimat, białe meble i podłoga rozjaśniają to dość ciemne pomieszczenie (wschód i ściana). Brązową półkę we wnęce za lodówką wymieniliśmy na dwie białe, do tego dużo białych naczyń. Wszystko po to, aby i ten róg jak najbardziej rozjaśnić.

Dość nietypowo dla nas w kuchni postawiliśmy na biel. Ok, ścianę dziś pominiemy. :D Głównie białe są również nasze kuchenne skorupki. Zaczęło się od praktycznych powodów. Zastawę stołową kupiliśmy białą i bez ozdób,  bo te zazwyczaj źle znoszą kąpiel w zmywarce. Dokupując coś nowego też pozostaję przy bieli, dzięki temu mogę do woli kombinować, no i szaleć z kolorowymi dodatkami typu serwetki itp.












Wiosnę czuć w powietrzu, wróciła mi wena do działania. To ostatnia okazja na wprowadzenie kilku zmian w domu. Niedługo zaczynamy sezon prac i przyjemności na działce. Przez tych kilka lat, odkąd mamy ogródek, wyrobiliśmy sobie taki dwufazowy rytm: okres jesienno-zimowy, to prace w domu, zaś wiosną i latem działamy w ogródku.

Do poczytania! Pozdrawiam serdecznie
Moni

niedziela, 1 marca 2015

Holländischer Stoffmarkt - holenderska giełda tkanin w Berlinie

Witam!

Wczoraj byłam w niebie! Dokładnie na giełdzie holenderskich tkanin. Nie jestem mistrzynią szycia, ale cieszę się, że nauczyłam się kilka "podstawowych chwytów", bo czasem się przydają.
Znajoma podpowiedziała mi, że w berlińskiej dzielnicy Spandau odbędzie się drugi tego typu bazar. Dotychczas odbywały się wyłącznie w Poczdamie. Pojechałam więc wczoraj rano jedynie z zamiarem obejrzenia... jak się domyślacie nie skończyło się na oglądaniu. :)

To był szał, tkaniny wszelkiej maści, wszelkich kolorów i deseni, wszystkie dodatki, wow! Dla zainteresowanych: następna giełda 19. września, Altstadt Spandau w Berlinie. Nie jestem pewna, czy w porównaniu do polskich cen to miejsce jest godne polecenia.  Pasmanteryjne wyroby są w Polsce raczej tańsze niż w Niemczech. Wspomnę tak dla orientacji, że tutaj cena za metr materiału wynosiła od sześciu euro wzwyż.  Różnica do cen sklepowych jest wprawdzie niewielka, ale nie znam miejsca, gdzie w tych cenach jest TAKI wybór!










Dawno nic nie uszyłam, ale wczorajsza wycieczka na ten bazar ożywiła wenę i mam kilka pomysłów. Podzielę się efektami, jeśli coś z moich amatorskich prób wyjdzie ;) Jedno jest pewne, to nie był ostatni wypad w to miejsce!

Pozdrawiam serdecznie!
Moni

sobota, 17 stycznia 2015

Łóżko na antresoli - projekt diy

Witam serdecznie!

(Update 01/16: Kto szuka technicznych danych i praktycznych wskazówek, tego zapraszam tutaj.)

Po przerywnikach typu święta, lenistwo, brak weny oraz dobrego światła - zapraszam na wpis o tym, jak zbudowaliśmy łóżko dla Małej Mi. W zasadzie łóżko to zbyt skromna nazwa - to prawdziwe łoże na  antresoli z drabinką oraz perspektywą na cały pokój z wysokości ok. 2 metrów. :)
O zmianach w pokoju Córki pisałam już tutaj, tutaj, tutaj.


To jeden z najpoważniejszych projektów diy w naszym "M", nastawcie się więc proszę na solidną dawkę zdjęć. Z opisem technicznym się wstrzymam, kolejne kroki działania przedstawię zdjęciami, a jeśli ktoś z Was miałby jakieś pytania, to piszcie w komentarzach lub mailem!

Pomysł podsunęła Córka, a my z chęcią go podchwyciliśmy. W końcu kto z nas nie marzył o piętrowym łóżku?! Projekt, zakupy materiału oraz główne wykonanie przejął Luk. Wyzwaniem technicznym był m.in. fakt, że rogi tego pokoju nie są pod kątem prostym. Do dziś nie zrozumiałam, jak On to rozgryzł. ;)

Aby nie zagracić pokoju i nie spowodować wizualnej ciężkości, łóżko miało zawisnąć. Oczywiście to wymaga przygotowania oraz przemyśleń statycznych. Z założenia konstrukcja powinna wytrzymać wagę dwóch dorosłych. (Najlepiej wagę dynamiczną. ;))




Już w trakcie robót zmieniliśmy rozwiązanie dot. drabiny. Tutaj dobry pomysł podsunął nam Teść. Początkowo miała ona być prosto w górę, przyczepiona przed łóżkiem. Ostatecznie zrobiliśmy tak:



Jednym z trudniejszch momentów było "wrzucenie" gotowej konstrukcji na górę, czyli oparcie na podporach. Całość ma swoją wagę i trzeba było to podnieść na 2 metry, brrr. W trójkę sobie z tym na szczęście poradziliśmy, ale sceny były godne komedii i dramatu w jednym.

Deski pozostawiliśmy w naturalnym kolorze polakierowane ochronnie bezbarwnym, jedynie dół łóżka pomalowaliśmy na biało, aby zapobiec ciemnicy. Miejsce pod łóżkiem jest najdalej od okna, a "obniżenie sufitu" również zabiera światło. Ostatecznie wykorzystaliśmy to miejsce na szafę, która teraz też jest biała. Wbrew obawom kącik nie jest ciemny.

To jak, może przejdziemy do szerszych kadrów? Pewnie jesteście ciekawi, jak prezentuje się całość. Niestety cienie wszędzie, ciężkie ostatnio warunki do robienia zdjęć.



Napiszę jeszcze kilka słów o barierce. Ta też jest wymyślona i wykonana przez Luka. Chodziło o to, żeby nie zrobić "więzienia" ze szczebelków, ale jednocześnie bardzo ważne jest bezpieczeństwo, bo łóżko jest naprawdę wysoko. Powstał pomysł z liną. Ja dorzuciłam swoje trzy grosze w postaci nowych gałek do szafy. Kilka zbliżeń:







Materac ma szerokość 120 cm, jest więc sporo przestrzeni - spokojnie mieści się jeszcze Mama lub Tata na wieczorne czytanie i przutulanie. Normalnie od strony barierki układam jeszcze poduszki, tak dla pewności. Na górze jest miejsce na ulubione przytulanki oraz książki, które aktualnie czytamy. To naprawdę przytulne miejsce i Mała Mi, po początkowych objekcjach szybko umościła sobie tam swoje legowisko.


W temacie zmian w tym pokoju to jeszcze nie koniec. Pokażę jeszcze jak prezentuje się pokój w całości. Muszę tylko odczekać i trafić na moment, kiedy będzie tam w miarę porządnie. :):):) Tak więc o tym innym razem.

Dzisiaj na koniec pokażę Wam, zupełnie bez kontekstu, jaki zabawny kalendarz powiesiliśmy w przedpokoju. Kupiony w sklepiku przy muzeum Bauhausu w Dessau. O tej wycieczce napiszę tutaj niebawem.

Tak sobie dzień po dniu odliczamy upływający czas...


Pozdrawiam serdecznie, do następnego!
Moni